Tablica upamiętniająca por. pil. Antoniego Ostowicza odsłonięta

19
Lip

W dn. 19.07.2015 delegacja Muzeum Sił Powietrznych wzięła udział w niesamowitej uroczystości.

W Rożdżałowie, rodzinnej miejscowości por. Antoniego Ostowicza odsłonięto Tablicę Pamięci poświęconą temu bohaterowi. Antoni Ostowicz był pierwszym polskim pilotem, który wzniósł się do zwycięskiej walki w Bitwie o Wielką Brytanię, niestety również pierwszym, który poniósł w niej najwyższą ofiarę. 

Bohater bez mogiły znalazł w swej rodzinnej miejscowości miejsce chwalebnej, wiecznej pamięci.

_IGP8984

Przy asyście kompanii honorowej…_IGP9036

Orkiestry Garnizonowej…_IGP9045

Wielu znamienitych gości…_IGP8982 _IGP9042

W tym ambasadora Wielkiej Brytanii Robina Barnetta…_IGP8987

Najbliższych…

_IGP8989

Wspomniany został bohater stanowiący swym życiem i oddaniem ojczyźnie wzór dla nas wszystkich, dla młodzieży…

_IGP8991

Gen. bryg. Jerzy Lewitowicz  przypomniał o przedwojennym okresie służby Antoniego Ostowicza w Instytucie Technicznym Lotnictwa, gdzie jako pilot Eskadry Prototypów Samodzielnego Dywizjonu Doświadczalnego Lotnictwa,  służył do wybuchu II WŚ. _IGP8993

Odsłonięcia Tablicy dokonał przedstawiciel rodziny, Ambroży Ostowicz przy asyście władz powiatu. _IGP9004

Odsłonięcie uświetnione zostało przelotem Biało – Czerwonych Iskier z Dęblina._IGP9007

„Teraz zostaliśmy złączeni na dobre i na złe”, powiedział Winston Churchill do Naczel­nego Wodza gen. Władysława Sikorskiego 19 czerwca 1940 r w czasie rozmów prowadzonych na temat przyszłego kształtu Polskich Sił Zbrojnych na terenie Wielkiej Brytanii. Miesiąc później pierwszy polski pilot myśliwski służący w szeregach RAF-u zaliczył zestrzelenie pierwszego niemieckiego samolotu nad Anglią.

W około trzydziestu dywizjonach RAF, blisko stu polskich pilotów walczyło w najcięższym okresie walk o Wielką Brytanię.

Wśród pierwszych myśliwskich dyjonów RAF-u, do których przydzieleni zostali polscy lotnicy, był stacjonujący w Tangmere, No. 145 Squadron RAF z motto: Diu noctuque pugnamus – Walczymy dniem i nocą.

16 lipca 1940 r. F/O Antoni Ostowicz i F/Lt Wilhelm Pankratz trafili do tego dywizjonu i już trzy dni później F/O Antoni Ostowicz zestrzelił pierwszy samolot Luftwaffe.

Kiedy kapitulacja Francji stała się faktem Novi i Osti, jak ich nazywali brytyjscy koledzy, wraz z kilkoma tysiącami równie zaprawionych w boju, chętnych do walki polskich żołnierzy trafiło na Wyspę Ostatniej Nadziei. Wiara w możliwość zwycięstwa w walce z III Rzeszą powróciła wraz z nowymi przydziałami do RAF – u i zapoznaniu się z nowoczesnym sprzętem, jakże odmiennym od konstrukcji, na których przyszło walczyć we Wrześniu 1939 r.

Z pewnością wykorzystali większość okazji, jakie mieli, a ich radość z zestrzelenia „cholernego szkopa” trzeba było zobaczyć.

Obaj byli cisi, mieli nienaganne maniery, byli dobrymi pilotami i chętnie uczyli się naszych metod. Ich nienawiść do Niemców była zaciekła i bardziej zabójcza niż wszystko, co widziałem dotychczas.

Doświadczyli tak wiele cierpienia i niedostatku, stracili wszystko, co się liczyło w ich życiu – domy, rodziny, pieniądze – więc myślę, że jedyną rzeczą, jaka ich teraz interesowała, było wzięcie odwetu i zabicie tak wielu Niemców jak to możliwe.

Z pewnością byli dwoma najdzielniejszymi ludźmi, jakich zna­łem, a i tak nie byli wyjątkowi pod tym względem w porównaniu z innymi Polakami w RAF – ie.

We wszystkich squadronach, do których przydzielono polskich pilotów, opinia o nich była równie wysoka, a bohaterskie czyny Polskiego Squadronu, który w pięć dni walk nad Londynem zniszczył, co najmniej czterdzieści cztery niemieckie maszyny, a prawdopo­dobnie zniszczył i uszkodził o wiele więcej, trzeba uznać za jedno z największych wydarzeń tego lata.

Tak nieposkromiona odwaga i determinacja nie powinny zostać bez nagrody i gdy wygramy wojnę, chcielibyśmy ujrzeć, jak Polsce znów przywrócono jej poprzednią wolność i niepodległość, za którą jej synowie walczyli tak dzielnie.

(F/Lt D. M. Crook DFC, Spitfire Pilot (str. 54) Faber & Faber, wydanie pierwsze z czerwca 1942 r.)

Wspomniane zestrzelenie było pierwszym zwycięstwem powietrznym polskiego pilota w służbie RAF – u. F/O Antoni Ostowicz wziął udział w zestrzeleniu He 111. lecąc w formacji wraz z brytyjskimi kolegami Sekcji Czerwonej 145. Squadronu. Sekcja została poderwana w celu przechwycenia Heinkla 111 kierującego się na południe w kierunku Francji. W akcji wzięli udział:

F/Lt Roy Gilbert Dutton                   P3155    Czerwony 1

P/O Michael Allan Newling               P2270    Czerwony 2

F/O Antoni Ostowicz                         N2496   Czerwony 3

Ostowicz, doświadczony, przedwojenny nawigator, tak opisał całą akcję w swym raporcie bojowym:

Byłem nr. 3 w Sekcji Czerwonej, 145 Sqdn. Wystartowaliśmy z Tangmere o 17.50 z zadaniem patrolowania Brighton na 10 000 stóp. Po jednym okrążeniu nad chmurami skierowano nas w dół na wysokość 2000 stóp wzdłuż wybrzeża w kierunku Westerby. Wkrótce potem skierowaliśmy się lekko na południe w stronę morza i po kilku minutach dostrzegliśmy samolot lecący na południe-południowy wschód na wysokości około 3000 stóp. Leciałem za Czerwonym 1 i Czerwony 2 widocznie nie był w stanie utrzymać się z nami, więc zająłem jego pozycję, gdy został za mną. Samolot został zidentyfikowany, jako He 111. Zbliżyliśmy się na mniej niż 300 jardów i gdy Czerwony 1 ostrzelał go, nieprzyjaciel skręcił lekko w prawo i ja mogłem wystrzelić serię w jego stronę. Z jego prawego silnika zaczął się wtedy wydobywać dym. Zauważyłem błyski po obu stronach gondol silnikowych pod skrzydłami, które wziąłem za dwie pary stałych karabinów maszynowych strzelających do tyłu. Kilka chwil później wystrzeliłem następną serię i odszedłem w dół w prawo. Równocześnie rozejrzałem się, żeby zobaczyć, co robi Czerwony 2, i zobaczyłem, że skręca na północ, a z jego samolotu wydobywa się czarny dym. Następnie zobaczyłem, że nieprzyjacielski samolot za­kręca coraz ciaśniej w prawo. Wszedł w ślizg, a następnie wylądował na morzu. Zatonął w ciągu 3 minut i na wodzie zobaczyłem czterech członków jego załogi. Krążyłem przez pięć do dziesięciu minut i wtedy dostałem rozkaz powrotu. Wylądowałem w Tangmere o 18.40[1].

Ofiarom myśliwców 145 Squadronu był najprawdopodobniej He 111P z 7./KG 55 (z literami kodowymi Gl+AR), będący w trakcie ucieczki przed Hurricanami z 1 Squadronu RAF, z którymi zaledwie parę minut wcześniej stoczył walkę. Zestrzelenie oficjalnie zgłoszone i podzielone zostało pomiędzy wszystkich trzech pilotów sekcji. Rzeczywiście padł ofiarą Duttona i Ostowicza. Jak ciężką próbą dla pilotów była ta walka może świadczyć fakt, że po tym ataku P/O Newling zmuszony został do lądowania w Shoreham w czasie, kiedy walczący wcześniej z tym samym Heinklem, Hurricane P3471 z 1 Squadronu RAF-u, również lądował przymusowo, po celnym ostrzelaniu przez tylnego strzelca.

W mglisty, pochmurny poranek 31 lipca 1940 r., F/O Antoni Ostowicz po raz kolejny miał okazję, by zmierzyć się z nie­mieckim bombowcem. Atak nie przyniósł widocznych efektów. Kiedy Ostowicz wrócił na macierzyste lotnisko zgłosił jedynie uszkodzenie Do 215.

Byłem Numerem 2 w Czerwonej Sekcji patrolującej nad chmurami w rejonie Bembridge. Dostrzegliśmy Do 215 pod nami. Poszliśmy za nim i zobaczyłem go pod chmurami, kręcącego się nad jakimiś małymi stateczkami. Zaatakowałem go z 400 jardów, a on wszedł w chmurę. Atakowałem jeszcze dwa razy krótkimi seriami, lecz po trzecim ataku całkowicie zniknął w chmurach i już go więcej nie ujrzałem. Okrążyłem cztery małe statki w nadziei, że Dornier znów powróci, lecz tego nie uczynił. Po około 10 minutach dostałem rozkaz powrotu.

Kolejne spotkanie z nieprzyjacielem miało miejsce 8 sierpnia 1940 r. F/O Antoni Ostowicz skierowany wraz z innymi pilotami 145. na przechwycenie dużej formacji samolotów Luftwaffe, lecąc Hurricanem І P3319, w czasie ataku wpadł w pułapkę zastawioną przez niemieckich pilotów – zaatakował.

Byłem Numerem 2 w Sekcji Czerwonej. Wystartowaliśmy z West Hampnett o 8.31 i około 9.00 wpadliśmy w wielką formację bombowców Ju 87 w eskorcie Me 109 i kilku He 113. Zostałem zaatakowany przez trzy He 113, które działały według planu. Jeden był powyżej, a dwa pozostałe leciały w parze. Jeżeli zacząłbym od pojedynczego, to para zaatakowałaby mnie z tyłu, a jeżeli dobrałbym się do jednego z dwójki, samotnik dobrałby mi się do ogona. Ostatecznie ciężko uszkodziłem tego pojedynczego, który odleciał, mocno dymiąc. Nie doszło do kontaktu z żadnym innym samolo­tem nieprzyjaciela i powróciłem do bazy ok. 9.30.

W czasie tej walki piloci 145. Squadronu zgłosili w sumie dwa samoloty nieprzyjaciela zniszczone na pewno, dziewięć prawdopodobnie i pięć uszkodzonych. Dwóch pilotów zostało rannych a ich Hurricany zniszczone.

8 sierpnia 1940 r późnym popołudniem sekcja 145. Squadronu, w której F/O Ostowicz również wziął udział, została poderwana w celu ochrony konwoju PEEWIT. Była to ostatnia walka 145. w tym dniu. Wystartowali o 16.00 w składzie:

F/Lt Roy Gilbert Dutton                    P3521    Czerwony 1

P/O Ernest C. J. Wakeham                P2957    Czerwony 2

F/O Antoni Ostowicz                         N2496   Czerwony 3

Po powrocie Ostowicz napisał w swym raporcie bojowym:

Leciałem, jako Numer 3 w Sekcji Czerwonej, gdy squadron wzniósł się na 12 tysięcy stóp. Dotarliśmy nad konwój i natknęliśmy się na duże siły nieprzyjaciela. Zobaczyłem dwa samoloty nieprzyjacielskie zawracające na południe і Hurricane’a podążającego za nimi, więc dołączyłem do nich. Pierwszy Hurricane zestrzelił swego przeciwnika do morza i widziałem, jak ten się rozbija. Zaatakowałem drugiego, którym okazał się Me 109, długą serią z 300 jardów lub więcej. Zacząłem więcej strzelać, gdy pojawił się ciemny dym i samolot zanurkował w kierunku morza. Moje pierwsze pociski musiały go trafić, gdy mocno cisnąłem spust przez prawie całą sekundę. Później powróciłem nad konwój, lecz walka dobiegła już końca i nie byłem w stanie znaleźć żadnego samolotu nieprzyjaciela, więc po zakończeniu poszukiwań powróciłem do bazy ok. 16.30.

Jedyną formą ucieczki dla niemieckich pilotów, znających słabe Hurricanów, było nurkowanie z w pełni otwartą przepustnicą. Gwałtowne dodanie pełnej mocy silnikowi Daimler-Benz DB-601 Messerschmitta powodowało, że czarny dym buchał z rur wydechowych, sprawiając wrażenie trafienia samolotu. Atakowany przez F/O Ostowicza Messerschmitt Bf 109 E z JG 27 prawdopodobnie bezpiecznie lądował po drugiej stronie Kanału. Nie był to odosobniony raport, pisany przez rozentuzjazmowanego walką pilota myśliwskiego sugerujący zniszczenie Messerschmitta, pomimo, że nie stwierdzono rozbicia samolotu.

Podczas trzech ostatnich spokojnych dni Eskadra A 145 Squadronu przyprowadzała z Tangmere nowe samoloty dla jednostki. Co najmniej pięć z nich zostało przyprowadzonych przez F/O Ostowicza i Sgt. Kwiecińskiego.

11 sierpnia 1940 r. Luftwaffe przeprowadziło potężny nalot na Portland. W akcji udział wzięło ponad sto samolotów. 145. Squadron wraz z siedmioma innymi brytyjskimi jednostkami wzniósł się by powstrzymać nawałę bombowców. F/O Witold Urbanowicz, biorący udział w akcji, raportował:

Leciałem w formacji Sekcji Czerwonej, gdy na południe od wyspy Wight wpadliśmy na wiele samolotów nieprzyjaciela. Klucz trzech Me 109 podchodził z boku mojej sekcji, więc zwróciłem się w ich kierunku i wtedy nas opuścili. Jakiś płonący samolot nieprzyjaciela i za nim Me 109 pojawiły się po mojej lewej. Zacząłem ścigać tego ostatniego, a on dalej podążał na południe za płonącą maszyną. Chwilę potem ujrzałem nade mną około 15-17 Me 109. Nie atakowały mnie, lecz nie odważyłem się ujawnić mej przynależności, atakując lecącego przede mną Messerschmitta, więc leciałem tak za nim przez 4-5 minut, nie strzelając. Gdy uznałem, że jest bezpiecznie, podciągnąłem i oddałem kilka serii, po których poszedł prosto do morza. To był Me 109, który nawet nie strzelił do mnie ani razu. Zrobiłem rundkę i zawróciłem, lecąc tuż nad wodą. Mając już niewiele paliwa, wylądowałem w Tangmere, by zatankować, i dotarłem do Westhampnett około 12.40.

Podczas gdy Urbanowicz zajmował się Messerschmittem 109, F/O Antoni Ostowicz, zginął w tej samej walce. Około 10:35 poległ w walce powietrznej, zestrzelony do morza koło Swanage. Jego Hurricane V7294 mógł rozbić się na wyspie Wight. Ciała nigdy nie odnaleziono. Został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych dwukrotnie oraz Polową Odznaką Pilota. Była to pierwsza bojowa strata wśród polskich myśliwców przydzielonych do jednostek RAF.

 

 

[1]Wspomnienia lotników, po retuszu interpunkcyjnym i ortograficznym, pozostały w niezmienionej formie.

Za: Robert Gretzyngier, Wojtek Matusiak w: Polacy w obronie Wielkiej Brytanii, Poznań 2007, s. 17 – 39.

Często pojawiające się w raportach modele samolotów Luftwaffe Dornier Do 215 oraz myśliwiec Heinkel 113 nie były w czasie Bitwy o Wielką Brytanię użyte a ten ostatni według obecnej wiedzy był elementem niemieckiej propagandy, nigdy jednak do produkcji nie wszedł, czy wręcz nigdy nie istniał. W wyniku dezinformacji,  w ferworze walki często wymieniane były zarówno przez polskich jak i brytyjskich lotników.

Za: Hans-Peter Dabrowski: Heinkel He 100 World Record and Propaganda Aircraft. Shiffer Publishing Ltd, 1991. oraz: Jean-Dennis G. G. Lepage: Aircraft of the Luftwaffe, 1935-1945. Jefferson: McFarland & Company, Inc, 2009, s. 215 – 216

http://gmina.chelm.pl/historia-zabytki/historia-znana-nieznanana-menu/537-antoni-ostowicz

http://www.dziennikwschodni.pl/chelm/n,1000001724,chca-uczcic-pamiec-antoniego-ostowicza-pilota-z-rozdzalowa.html

http://listakrzystka.pl/?p=209320